Poleca:

Aweo.pl - skuteczne pozycjonowanie.



Polecane Strony:

proartfoto.pl - fotografia ślubna Kraków
nocnykrakow.pl - Nocleg Kraków
lident.pl - Implanty Warszawa
marcom.nieruchomosci.pl - Domy w Hiszpanii
fanes.pl - wróżby tarota
Zapraszamy.
A A A

POLSKIE SZCZĘŚCIE

 

 

 

Jan Paweł Ferdynand Lam



POLSKIE SZCZĘŚCIE

Opowiadanie pana Michała







Dwadzieścia lat nie ruszałem się ze Lwowa i ruszać się nie myślałem, chyba że wspomnę tu o wycieczce do Winnik, w której omal nie wziąłem udziału, tylko że na szczęście moje jeszcze przed rogatką odstąpiłem od tego szalonego przedsięwzięcia i wstąpiłem Pod Dwa Gołąbki na Łyczakowskiem, skąd wróciłem do domu. Jeżeli zaś powiadam „na szczęście moje, to wiem, co mówię. Przyjaciel mój i kolega, sekretarz, przeziębił się i dostał grypy wskutek tej podróży, a komisarz, wróciwszy w nocy do swego mieszkania, zastał drzwi na klucz zamknięte i dowiedział się dopiero od stróża, że pani komisarzowa zabrawszy z sobą garderobę, bieliznę, srebra i nieco banknotów wyjechała po południu fiakrem w towarzystwie pewnego młodego pana „od budowy, kolei i dotychczas nie wróciła. Jakoż nie wraca ona wcale i do tej chwili, ja zaś, jakkolwiek nie mam żony i z zasady przy tym stronie od młodych kolejników i jakkolwiek dla ochrony od wieczornego chłodu nawet w południe nie wychodzę bez flaneli, od tego czasu jeszcze mocniej niż kiedykolwiek postanowiłem ile możności nie wydalać się z śródmieścia, a jedynie w razie najnaglejszej potrzeby puścić się na przedmieście, i to nie dalej jak do św.. Antoniego albo do św. Anny. Skoro zaś postanowię sobie cokolwiek i dam sobie słowo, to dotrzymuję tego święcie i dlatego też co dzień powtarzam u Stadtmullera, że gdybym był Smolką i gdybym tak solennie jak on wyrzekł się udziału w Radzie Państwa, to ani buta mego Niemcy nie byliby zobaczyli w Wiedniu, a tym mniej moich wąsów — gdy tymczasem Smolka pojechał tam z wąsami, z butami i z resztą delegacji...

Ale mniejsza o to, przed obiadem jednakowo nie lubię rozmawiać o polityce, bo się zawsze zgniewam i skłócę z sekretarzem i z komisarzem, zwłaszcza gdy tamten ma pasję osadzać koniecznie Henryka V na francuskim tronie, a ten znowu nie chce zrozumieć, jak wielkim szachem unia skandynawska byłaby dla Bismarka i jak łatwo wciągnąć w nią Holandię a nawet Anglię — bo juści, jeżeli ja stąd widzę, że Prusy tymi dniami osadzą Hohenzollerna w Egipcie nad Kanałem Sueskim i zagarną dla siebie cały handel z Indiami, to Gladstone może to jeszcze lepiej widzieć z Londynu. I to jest rzeczą oczywistą, że gdyby ci Anglicy nie byli takimi kramarzami i widzieli cokolwiek dalej, niż sięga ich łokieć i waga, to pojmowaliby konserwatyzm inaczej. Bardzo gruntownie i pięknie wyłuszczył to niedawno Czas we wstępnym artykule, który sobie wyciąłem i przechowałem i który państwu później przeczytam, bo już to zaprzeczyć się nie da, że choć trudno zgodzić się z polityką Czasu, ale jest to zawsze najwytrawniejszy organ opinii publicznej u nas, i że obok starego Fremdenblattu jest to jedyny dziennik, który się czyta ż pożytkiem.

Ba — ale o czymże to ja miałem mówić? A, prawda — otóż więc byłbym dotrzymał słowa i nie wyjeżdżał nigdy za rogatkę, gdyby nie jakieś przekl... cierpienia gastryczne, które zaczęły mię trapić przed trzema laty i stawały się coraz dokuczliwszymi. Apetytu ani trochę. Ciągłe uderzenia do głowy, język, powiadam państwu, obłożony, że aż strach, zbierał, a wieczór po sześciu albo siedmiu zaledwie miarkach piwa jakieś parcie nieznośne dokuczało mi szczególnie w lewym boku i w krzyżach. Lekarze i nie-lekarze powtarzali, że potrzebuję ruchu, świeżego powietrza i tym podobnych facecyj. Opierałem się długo i walecznie, ale w końcu wszystkie powyższe dolegliwości stały się tak nieznośnymi, że postanowiłem namyślić się, czy może ,nie lepiej byłoby w istocie wyjechać na wieś. Przypadek sprawił resztę: jeden z moich znajomych upadł w kawiarni tknięty apopleksją i nie było wątpliwości, że stało się to wskutek ciągłego i nieprzerwanego siedzenia we Lwowie. Teraz już bez namysłu zatelegrafowałem do przyjaciela na Podolu, który mię co roku daremnie do siebie na lato zapraszał, że przyjeżdżam natychmiast i proszą, by przysłał po mnie konie na stację kolei żelaznej, odległą o osiem mil od jego wioski. Nim jeszcze pochowali tamtego apoplektyka, byłem w drodze.

Nie będę tu opisywał przykrości, jakich człowiek doznaje jadąc tą albo ową koleją galicyjską — wyręczył mię już w tym bowiem kronikarz Dziennika Polskiego. Dosyć powiedzieć, że przybywszy na stację po niezmiernie uciążliwej podróży, wśród upału i w towarzystwie kilku starych jejmości, co nie znosiły dymu i zabraniały mi zapalić cygaro mimo wyraźnego pozwolenia ze strony konduktora — nie zastałem koni, pokazało się bowiem później, że mój telegram doszedł aż w miesiąc na miejsce przeznaczenia, z powodu iż mój przyjaciel nazywa się Hermański i mieszka w Ściance, a Szwab telegrafista przekręcił to i szukali jakiegoś Mańskiego in W szance, czego oczywiście znaleźć nie mogli. Wracać było już za późno i zresztą wracać po apopleksję nie miało sensu — po wielu korowodach znalazłem tedy jakiegoś wieśniaka, który wprawdzie nie miał wyobrażenia, gdzie leży Ścianka, ale podjął się mnie tam zawieźć. Jak na złość, póki jechałem koleją, słońce piekło szalenie, a zaledwie ujechałem pół mili wozem, zerwała się burza z piorunami, z gradem i z ulewą, a potem zrobiło się ciemno, choć oczy wykol, i drobny kapuśniaczek siekł bez przerwy, podczas gdy po gradzie wiatr dął jak z lodowni i przy tym konie mojego chłopa co chwila ustawały. Słoma na wozie mokra, siedzenie niewygodne, parasola ani sposób utrzymać z powodu wichru, w odgiętych brzegach kapelusza zebrało się całe jezioro wody, które mi wyciekło za kołnierz, chłop jakoś mi podejrzany — bodaj czy nie należy do jakiej bandy

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 15 Następna »